Esej

Biblia, Planty i Siódma Aleja

Grzegorz Bednarczyk, prowadzący projekt:

Od jakiegoś czasu chodzi po głowie zupełnie nowy rodzaj „literatury”, eseju, który byłby stale w fazie tworzenia, nigdy nie zakończonego szkicowania na oczach odbiorców, gdzie odbiorcy byliby też trochę współtwórcami, próbującymi głównego twórcę nie tyle do czegoś namówić, co przekonać, co staje się szczególnie łatwe technicznie w dobie Internetu.

Z czasem powstałoby grono Współtwórców, którzy zechcieliby wrzucać swoje trzy grosze w poruszane tematy, a byłyby to tematy stanowiące jakby manifest, będące poszukiwaniem recepty na zmianę świata, dotyczyłyby przekonań w obrębie duchowego świata i umysłu Chrystusa i jak się on przekłada na rzeczywistość Jego naśladowców.

Dlatego, chcąc się skutecznie porozumiewać, pomocne będzie zaznajomienie się z tym, co jest dla chrześcijaństwa konstytutywne i unikalne, a co ujęte zostało w  Fundamentalny Plan. Będziemy się do tego wielokrotnie odwoływać.

Co do grona Współtwórców, muszą być jakieś ograniczenia (by nie doprowadzić do bankructwa Facebooka, przynajmniej nie od razu – odrobina humoru nie zaszkodzi), więc tymi Współtwórcami niech będą na razie wyłącznie panowie, ci, którzy będą gotowi napisać kilka słów o sobie na Platformie Marzeń.

Esej „Biblia, Planty i Siódma Aleja” składałby się docelowo z kilkunastu lub kilkudziesięciu odcinków, a każdy z nich z kilkunastu, kilkudziesięciu zdjęć opatrzonych krótszym lub dłuższym komentarzem. Z czasem każdy z odcinków wykształtowałby swój główny problem, który porusza.

I tak oto w tej lekkiej i przyjemnej formie będzie można przekazać, miejmy nadzieję, trochę ważnych idei i życiowego doświadczenia ku ogólnemu pożytkowi. 

A dlaczego „Biblia, Planty i Siódma Aleja”? Bo zdjęcia będą pochodziły w większości z dwóch ulubionych dla mnie miejsc: z krakowskiej Starówki i Manhattanu, głównie z wyprawy w kwietniu 2018 w towarzystwie synów, Dawida i Pawła oraz trójki przyjaciół. Oni też są, obok mnie, autorami zdjęć.

No to zaczynamy…

Biblia, Planty i Siódma Aleja  Epizod 1

Walizki spakowane, posmak przygody! Kilku przyjaciół z naszej wspólnoty powiedziało, że byłoby dla nich najwyższą radością podrzucić nas do Pragi.

Dziwna rodzina, ci chrześcijanie!

Kawka w Londynie na międzylądowaniu (poznajcie towarzyszy podróży) i …

… i już siadamy na Kennedym. Dwóch Nowojorczyków z jednej ze wspólnot uznało, że byłaby to dla nich radość podrzucić nas.

Niezwykła rodzina, ci chrześcijanie. Przelecisz pół świata, ktoś prawie cię nie zna, a odnosi się do ciebie, jakbyś mu uratował życie… I jak tu nie być zakochanym w Drodze Chrystusa?!

W środek świata wjechaliśmy Mostem Queensboro, odbijając nieco na północ, bo pełen życzliwości Nowojorczyk chciał pokazać nam drzwi synagogi przy 66-tej Wschodniej, prawie przy Central Parku.

Manhattan. Nie ma większego tygla narodowościowego i religijnego. Nowy Jork to ponad 400 narodowości i grup etnicznych, największa Globalna Brama, przez którą przewija się cały świat, w tym ponad 60 enklaw religijnych, kulturowo całkowicie zamkniętych. Za cenę biletu metra można znaleźć się jakby w zupełnie innej części świata.

Piątą Aleją dojeżdżamy do 30-tej Zachodniej. Tu będzie nasza baza przez 10 dni.

24 godziny na nogach, ale jak tu spać? Ciekawość zwycięża. Zostawiamy bagaże i łapiemy kierunek.

Madison Square Garden, najsłynniejsza świątynia koszykówki.

Majestatycznie wyłania się Empire State Building.

I wreszcie jest! Następna przecznica – Siódma Aleja! Najmocniej oświetlona ulica Manhattanu, zwłaszcza w miejscu, gdzie przecina się Broadwayem.

To Times Square. Jedyne miejsce na ziemi, gdzie w nocy lepiej mieć przy sobie ciemne okulary.

Jesteśmy w środku świata!

Oto, co wyrabiają najlepsi w świecie spece, by przebić się do świadomości ludzi.

A my, chrześcijanie? Jak się przez to przebijemy?

A mamy z czym?

Tutaj, pod numerem 43-cim przy ulicy Floriańskiej w Krakowie miało miejsce moje największe zderzenie ze złem, jakiego doświadczyłem w życiu. Tu w pobliżu się wychowałem.

Pewnego dnia, jako początkujący nastolatek, prześliznąłem się pod łokciami milicjantów i wbiegłem na piętro, by zobaczyć, co jest przyczyną zbiegowiska.

Na ścianie wisiał człowiek, który odebrał sobie życie. Do dzisiaj mam w oczach deseń jego garnituru.

Szok i trauma zabrały w sekundę moje dzieciństwo (a także sen).

Bóg z pewnością dopuścił to (jak i parę innych zdarzeń), by pokazać mi, że szczęście leży gdzie indziej, niż w tym świecie.

Wiele lat później, po długich zmaganiach i rozterkach zaufałem Chrystusowi, Jego obietnicom, i zadedykowałem Mu bez reszty swoje życie.

Zwłaszcza ta obietnica Chrystusa: „Ja przyszedłem, aby owce miały życie, i miały je w obfitości.”

Od tamtej chwili nie potrzebuję przyjeżdżać w takie miejsca, by być szczęśliwym, bo, uwierzcie, nie można być już bardziej szczęśliwym, gdy się zaufało Chrystusowi.

Przyjechaliśmy tu, by się nauczyć…

…jak ludzie w centrum świata komunikują coś, co chcą zakomunikować.

A przede wszystkim chrześcijanie, ci ewangeliczni, tacy, jak my, którzy mówią o konieczności nawrócenia do Chrystusa, bez którego więź z Bogiem pozostaje religijną fikcją.

Jak to się stało, że w ciągu kilkunastu lat, odsetek ewangelicznych chrześcijan w Nowym Jorku wzrósł od 1% populacji do 5%?

Może uda się niektórych z tych chrześcijan spotkać i zapytać? Zostańcie z nami, to się razem przekonamy!

W jedno nie uwierzymy! Że Nowy Jork nigdy nie śpi. Czas spać!

C.d.n.